20150717_01
Piątek, 17 lipca 2015 Kategoria podjazdy 1000 do 1500 metrów, 3000-4000 k, kilometrów 50 do 60
| Km: | 53.20 | Km teren: | 15.50 | Czas: | 04:35 | km/h: | 11.61 |
| Pr. maks.: | 48.30 | Temperatura: | °C | HRmax: | 179179 ( 98%) | HRavg | 140( 77%) |
| Kalorie: | 3606kcal | Podjazdy: | 1338m | Sprzęt: Taki niebieski, góral ponoć | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Koniec pierwszego tygodnia urlopu świętować miałem na Wielkiej Sowie. Nawet ruszyłem w tamtym kierunku, ale już w okolicy Rusinowa zmieniłem plany.
Czerwonym dookoła Wałbrzycha wjechałem na przełęcz Szybką. Potem w stronę Przełęczy Koziej prowadzi fajna ścieżka. Na której dzisiaj złapałem zająca. Tak. Znów gleba. Znaki szczególna - zdarta skóra na podbródku. Jakbym dostał od kogoś. Muszę coś z tym zrobić, bo Edyta potnie mi opony...
Za to w okolicy Wołowca (przez który szlak rowerowy nie prowadzi) rzuciłem rower w krzaki i wspiąłem się na tę górkę. Dziś więc wypad tak naprawdę mieszany, rowerowo-pieszy. Dalej przełęcz pod Borową, zjazd do Doliny Rybnej, Rybnica Leśna, Unisław Śląski. I tutaj wyklarował się nowy cel wyjazdu - Lesista Wielka. Rowerem tutaj jeszcze nie dojechałem.
Podjazd z Unisławia jest dość nużący, ale technicznie łatwy. Żadnej gleby nie zaliczyłem. Na szczycie byłem już mocno głodny, a podczas wywrotki zgubiłem banana ratunkowego. Siedzę więc taki głodny a tu z krzaków wychodzi Leśny Dziadek. Dzień dobry! Dzień dobry! A dokąd to? A skąd to? Niech pan chwilę zaczeka.
Okazało się, że nie poszedł wcale po miecz. Miał w krzakach ukryty pojazd. Stuletni chyba samochód marki chybavolvo. W pojeździe tym bagażnik a w bagażniku skrzynkę z bananami! I dwa banany bezinteresownie mi podarował. Gdyby nie skórki pomyślałbym, że może dostałem udaru. A słońce mocno już dawało.
Życząc miłego dnia skierowałem się w stronę Dzikowca. Ale na szczyt już nie dotarłem. Trafiłem do Boguszowa, stamtąd opłotkami do domu.
Pierwszy raz z nowym amortyzatorem było zajefajnie. Ale te nowe hamulce, co mi przy okazji zamontował pierońsko ostro hamują. Stąd zresztą ta wywrotka, kiedy rower stanął mi dęba...
Pozdrowienia dla Leśnego Dziadka z Lesistej.
Krzyż pod Wołowcem. Najlepszy punkt widokowy na Wałbrzych jak sądzę (bo z zarośniętego Wołowca nic nie widać).

Jak widać - przełęcz pod Borową.

Mistrz z cienia...

Zapomniany kościół w Unisławiu Śląskim

Lesista Wielka i karawan Leśnego Dziadka

Czerwonym dookoła Wałbrzycha wjechałem na przełęcz Szybką. Potem w stronę Przełęczy Koziej prowadzi fajna ścieżka. Na której dzisiaj złapałem zająca. Tak. Znów gleba. Znaki szczególna - zdarta skóra na podbródku. Jakbym dostał od kogoś. Muszę coś z tym zrobić, bo Edyta potnie mi opony...
Za to w okolicy Wołowca (przez który szlak rowerowy nie prowadzi) rzuciłem rower w krzaki i wspiąłem się na tę górkę. Dziś więc wypad tak naprawdę mieszany, rowerowo-pieszy. Dalej przełęcz pod Borową, zjazd do Doliny Rybnej, Rybnica Leśna, Unisław Śląski. I tutaj wyklarował się nowy cel wyjazdu - Lesista Wielka. Rowerem tutaj jeszcze nie dojechałem.
Podjazd z Unisławia jest dość nużący, ale technicznie łatwy. Żadnej gleby nie zaliczyłem. Na szczycie byłem już mocno głodny, a podczas wywrotki zgubiłem banana ratunkowego. Siedzę więc taki głodny a tu z krzaków wychodzi Leśny Dziadek. Dzień dobry! Dzień dobry! A dokąd to? A skąd to? Niech pan chwilę zaczeka.
Okazało się, że nie poszedł wcale po miecz. Miał w krzakach ukryty pojazd. Stuletni chyba samochód marki chybavolvo. W pojeździe tym bagażnik a w bagażniku skrzynkę z bananami! I dwa banany bezinteresownie mi podarował. Gdyby nie skórki pomyślałbym, że może dostałem udaru. A słońce mocno już dawało.
Życząc miłego dnia skierowałem się w stronę Dzikowca. Ale na szczyt już nie dotarłem. Trafiłem do Boguszowa, stamtąd opłotkami do domu.
Pierwszy raz z nowym amortyzatorem było zajefajnie. Ale te nowe hamulce, co mi przy okazji zamontował pierońsko ostro hamują. Stąd zresztą ta wywrotka, kiedy rower stanął mi dęba...
Pozdrowienia dla Leśnego Dziadka z Lesistej.
Krzyż pod Wołowcem. Najlepszy punkt widokowy na Wałbrzych jak sądzę (bo z zarośniętego Wołowca nic nie widać).

Jak widać - przełęcz pod Borową.

Mistrz z cienia...

Zapomniany kościół w Unisławiu Śląskim

Lesista Wielka i karawan Leśnego Dziadka






