20150816_01
Niedziela, 16 sierpnia 2015 Kategoria 1000-2000 k, kilometrów 40 do 50, podjazdy 500 do 1000 metrów, wycieczki
| Km: | 40.09 | Km teren: | 28.00 | Czas: | 03:51 | km/h: | 10.41 |
| Pr. maks.: | 40.90 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1072kcal | Podjazdy: | 798m | Sprzęt: Taki niebieski, góral ponoć | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Od kilku dni narzekałem na brak wertepów - więc dziś wybrałem błądzenie po polach, zagajnikach, bagniskach.
Zaczęło się od spotkania z dystyngowanym rogaczem, który z ciekawością patrzył, kto mu przeszkadza bladym świtem. Pomyśleć, że niektórym sprawia radość zabijanie takich okazów.
Z mozołem przebijałem się chaszczami z Długopola Górnego do Poręby. Potem szlakiem na autostradę sudecką. Potem lasami do Spalonej. Już tędy kiedyś jechałem - ale wtedy to były leśne drogi. Teraz autostradowe, asfaltowo-szutrowe, nudne jak cholera hajłeje. U Czechów jak jest asfalt to przynajmniej widać, że ścieżynka jest dla turystów. Tutaj dwa czołgi się miną z zapasem.
Ze Spalonej zielonym szlakiem w dół na Wyszki. W połowie mi się znudziło i pojechałem mniej znanymi ścieżkami. Z Wyszek też polami do Długopola.
Mało mi było kilometrów, więc w Długopolu znów w chaszcze. Pobłądziłem, pobłądziłem i po równo 40 kilometrach się odnalazłem.
Zaczęło się od spotkania z dystyngowanym rogaczem, który z ciekawością patrzył, kto mu przeszkadza bladym świtem. Pomyśleć, że niektórym sprawia radość zabijanie takich okazów.
Z mozołem przebijałem się chaszczami z Długopola Górnego do Poręby. Potem szlakiem na autostradę sudecką. Potem lasami do Spalonej. Już tędy kiedyś jechałem - ale wtedy to były leśne drogi. Teraz autostradowe, asfaltowo-szutrowe, nudne jak cholera hajłeje. U Czechów jak jest asfalt to przynajmniej widać, że ścieżynka jest dla turystów. Tutaj dwa czołgi się miną z zapasem.
Ze Spalonej zielonym szlakiem w dół na Wyszki. W połowie mi się znudziło i pojechałem mniej znanymi ścieżkami. Z Wyszek też polami do Długopola.
Mało mi było kilometrów, więc w Długopolu znów w chaszcze. Pobłądziłem, pobłądziłem i po równo 40 kilometrach się odnalazłem.





